Zadanie wykonane. Reprezentacja Polski kobiet w finale baraży o Euro 2025. Rumunia, która w spotkaniu w Bukareszcie sprawiła drużynie prowadzonej prze Ninę Patalon sporo problemów, tym razem nie nawiązała wyrównanej walki. Biało-czerwone narzuciły rywalkom swój styl gry, co przyniosło efekty w postaci czterech bramek. Po przełamaniu strzeleckiej niemocy (ośmiu starć z rzędu bez gola) w pierwszym meczu z Rumunkami, na dobre rozstrzelała się Ewa Pajor, która w Gdańsku dwukrotnie trafiła do siatki. Polki od początku rewanżowego spotkania mogły liczyć na doping kibiców, którzy stawili się na Polsat Plus Arenie w sile 8449 widzów. Przy tak licznej publice kobieca reprezentacja nie grała nigdy wcześniej w naszym kraju. Poprzedni rekord wynosił 8011 kibiców, i również został pobity na gdańskim obiekcie, który od meczu z Rumunią stał się „domem” żeńskiej kadry A.
20
T. Pawollek
2
M. Wiankowska
10
A. Zaremba
18
N. Krezyman
7
M. Mesjasz
Dzięki wygranej w pierwszym spotkaniu w piątek w Bukareszcie (pomijając styl i okoliczności) Polki były w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem. Tu jednak chodziło nie tylko o to, by awansować dalej, ale podbudować się psychicznie przed drugą rundą baraży o awans na mistrzostwa Europy, w którym – co już wiemy – przyjdzie im zmierzyć się z reprezentacją Austrii.
Reprezentacja Polski kobiet przed meczem z Rumunią. W górnym rzędzie od lewej: Oliwia Woś, Wiktoria Zieniewicz, Sylwia Matysik, Adriana Achcińska, Emilia Szymczak, Kinga Szemik. W dolnym rzędzie od lewej: Klaudia Jedlińska, Dominika Grabowska, Ewa Pajor (kapitanka), Ewelina Kamczyk, Natalia Padilla-Bidas.
Pierwszy gol padł w 19. minucie. Ewa Pajor przejęła piłkę przed polem karnym Rumunek, popędziła w stronę bramki i pewnym strzałem pokonała Andreę Părăluțę. Zawodniczka Barcelony mogła czuć się podrażniona poniedziałkowymi wynikami plebiscytu Złotej Piłki. Polka znalazła się wśród 30 nominowanych zawodniczek, jednak zajęła dopiero 29. miejsce.
Mecz w Bukareszcie był naprawdę bardzo ważnym doświadczeniem. A w rewanżu graliśmy z większym spokojem to, co sobie zaplanowaliśmy. Cieszę, że te gole padały z wykreowanych akcji. Sytuacje nie były dziełem przypadku czy indywidualną umiejętnością danej zawodniczki. Naprawdę cały zespół pracował na te bramki. Dlatego bardzo z tego się cieszę. Koncentracja wciąż jest elementem do poprawy. Musimy się na tym skupić, bo przez 90 robimy coś według planu, a potem na chwilę się zawieszamy. Mimo wszystko bardzo się cieszę, bo świetnie zareagowaliśmy na to, co było w piątek. I jeżeli chodzi o ofensywę, to jesteśmy pod każdym względem przygotowani do kolejnego etapu.
Najważniejsza informacja wieczoru jest taka: Polki zagrają w finale baraży! Za miesiąc czeka je dwumecz z Austriaczkami. Jego zwyciężczynie pojadą na Euro 2025 w Szwajcarii. Dla Polek to szansa na pierwszy w historii występ na mistrzostwach Europy. Pierwszy mecz zostanie rozegrany w Gdańsku – 29 listopada o 18.00.
Gdańsk świetnie nas przyjął. Na każdym kroku było widać, że promuje nasze spotkanie. Były reklamy na autobusach, przystankach, a nawet powstał mural. Super sprawa, bardzo się cieszymy, że przychodzą ludzie i jest ich coraz więcej. Naprawdę dziękujemy bardzo kibicom, bo to jest zupełnie inna gra, jak się ma za sobą fanów, którzy nas zagrzewają.
Dla 20-letniej zawodniczki był to niezapomniany wieczór. Weszła na boisko w 84. minucie (za Ewę Pajor) i już po chwili cieszyła się z pierwszej bramki w reprezentacji. Było to jej piąte spotkanie w kadrze. „Weszłam na 9-kę, więc trenerka powiedziała przed wejściem, że wiem, co mam robić. Zdobyć bramkę i zejść. I tyle. Zrobiłam, co chciała” − powiedziała uradowana zawodniczka. Krezyman pobierała piłkarskie nauki w szkółce Błękitnych Owińska, w grupie maluchów, w której byli… sami chłopcy. Podczas półfinałów mistrzostw Polski w Łodzi została wypatrzona przez tamtejszy SMS. W wieku 13 lat przeniosła się z rodzicami do włókienniczego miasta. Później przyszły powołania do reprezentacji do lat 15 i 17, debiuty w ekstralidze z SMS-em, a potem w drużynie narodowej. Dobre występy zaowocowały transferem do francuskiego Dijon FCO w lipcu 2024 r.
Trzy z czterech goli dla Polski można zapisać na konto prawej defensorki rumuńskiej drużyny. Przy pierwszym dała się ograć Ewie Pajor, przy bramce na 3:0 nie zablokowała podania Martyny Wiankowskiej do Pajor, a przy trafieniu na 4:0 Nadii Krezyman nie przecięła zagrania Wiankowskiej (choć tu większą winę ponosi Erika Geréd). Po stronie plusów należy zapisać jej kapitalne podanie do Carmen Marcu, która w znakomitej sytuacji posłała piłkę tuż obok słupka. Meluță kochała futbol od dziecka i w tym kierunku postanowiła się rozwijać. Dziwiło to jej znajomych, którzy − z uwagi na nieprzeciętną urodę − wróżyli jej karierę modelki. Meluță po raz pierwszy wystąpiła w reprezentacji gdy miała 15 lat. I została najmłodszą debiutantką w historii drużyny narodowej. Na szerokie wody wypłynęła w Olimpii Cluj. Grała też w szwajcarskim Lugano, a od 2024 r. w tureckim Fatih Vatan.
Na ścianach korytarza prowadzącego z szatni na boisko gdańskiego stadionu wiszą flagi FC Barcelona i Juventusu (grały tu mecze towarzyskie) oraz zdjęcia gwiazd Euro 2012: Andrésa Iniesty, Manuela Neuera, Bastiana Schweinsteigera, Gerarda Piqué czy Philippa Lahma. Wszyscy oni grali w Gdańsku i wszyscy są w tutejszej galerii sław. Pytanie przed meczem z Rumunią brzmiało: czy trzeba będzie robić miejsce na nowe zdjęcia? Czy Ewa Pajor bądź Natalia Padilla-Bidas zagrają w Gdańsku tak pamiętne mecze, żeby także zasłużyć na miejsce na ścianie? Odpowiedź brzmi: szykujcie ramki i powiększajcie zdjęcia! Niedługo ich podobizny powinny się tu znaleźć.