Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej − brzmi stare polskie porzekadło. Nasze piłkarki wzięły je sobie do serca. Polsat Plus Arena w Gdańsku, która od sierpnia 2024 roku stała się „domem” kobiecej reprezentacji, ponownie okazała się szczęśliwa. W półfinale baraży o udział w mistrzostwach Europy drużyna Niny Patalon ograła na tym obiekcie Rumunię (4:1). W finale do Trójmiasta zawitał jednak dużo mocniejszy rywal. Z Austrią biało-czerwone mierzyły się dwukrotnie w eliminacjach Euro 2025 dywizji A Ligi Narodów i… obie konfrontacje przegrały 1:3 (w Gdyni oraz Altach). Gdy dodamy, że na zwycięstwo nad tym rywalem Polki czekały od… maja 2007 roku, było jasne, że o wygraną będzie ciężko. I tu przychodzi na myśl kolejne powiedzenie, że faworyci nie zawsze wygrywają. Znalazło ono potwierdzenie na gdańskim stadionie. Biało-czerwone zagrały świetnie i zasłużenie pokonały wyżej notowane rywalki. Historyczny, pierwszy awans do mistrzostw Europy był na wyciągnięcie ręki. Decydujący krok należało postawić w rewanżu w Wiedniu.
15
M. Kokosz
8
K. Słowińska
14
D. Grabowska
20
W. Zawistowska
7025 kibiców, którzy w Black Friday, zamiast szukać przecenionych towarów, wybrali mecz Polek w Gdańsku, na pewno nie żałowało. Polki wygrały 1:0 po golu Natalii Padilli-Bidas. Teraz czeka nas rewanż, czy raczej bitwa pod Wiedniem. Jeśli Polki we wtorek, 3 grudnia, choćby zremisują w stolicy Austrii, pojadą pierwszy raz w historii na Euro.
Reprezentacja Polski kobiet przed meczem z Austrią. W górnym rzędzie od lewej: Wiktoria Zieniewicz, Tanja Pawollek, Emilia Szymczak, Oliwia Woś, Kinga Szemik. W dolnym rzędzie od lewej: Nadia Krezyman, Martyna Wiankowska, Adriana Achcińska, Ewa Pajor, Ewelina Kamczyk, Natalia Padilla-Bidas.
To historyczny czas dla kobiecej piłki nożnej w Polsce. Zawodniczki selekcjonerki Niny Patalon pokonały Austrię 1:0 i są o 90 minut od udziału w finałach mistrzostw Europy, po raz pierwszy w dziejach. To był najlepszy mecz reprezentacji Polski od wielu lat, chociaż nie były i nadal nie są faworytkami barażowego dwumeczu o udział w mistrzostwach Europy z Austriaczkami.
W piątek jeszcze przed meczem można było poczuć wyjątkową atmosferę. Zadbano bowiem o efekty wizualne – przy zgaszonych jupiterach na środku murawy zaprezentowano pokaz laserowy, który nawiązywał do symboliki Gdańska oraz stadionu. Pokaz nie był długi, ale przez te kilka minut gdańska arena zamieniła się w migające i kolorowe światła. A zaraz z pierwszym gwizdkiem ruszył doping sympatyków biało-czerwonych. Z trybun dało się usłyszeć gromkie: „Polska, Polska!”. Równie głośno na trybunach zrobiło się w momencie wyczytywania składów przez spikera. Nazwisko Ewy Pajor spotkało się z wielkim entuzjazmem kibiców. Trybuny w początkowej fazie meczu żyły, były podrywane przez sektor zlokalizowany za jedną z bramek. Tam grupa kibiców intonowała śpiewy wspierające biało-czerwone.
Nasze panie po raz kolejny udowodniły, że nie ma rzeczy niemożliwych. Oby zrobiły to jeszcze raz w stolicy Austrii w spotkaniu, które urasta to rangi najważniejszego w historii polskiego futbolu kobiecego.
Wskazanie w tym miejscu Natalii Padilii-Bidas − zdobywczyni zwycięskiej bramki i największej bohaterki meczu − wydawało się czymś oczywistym. Z tego powodu zdecydowaliśmy się na… wyróżnienie innej piłkarki, równie ważnej dla naszej reprezentacji, na powrót której przyszło nam czekać wiele miesięcy. Wszystko wydarzyło się pod koniec sierpnia 2023 roku. Podczas przedsezonowych przygotowań Bayernu Monachium Weronika Zawistowska zerwała więzadła krzyżowe w kolanie. Dla samej zawodniczki był to ogromny cios. Po 2 latach spędzonych na wypożyczeniu w 1. FC Köln wracała do ekipy mistrza Niemiec z wielkimi nadziejami na grę. Uraz sprawił, że na boisko Polka wróciła dopiero w listopadzie 2024 r. Nina Patalon powołała ją na decydujące mecze barażowe o ME.
Dla austriacko-bułgarskiej zawodniczki nie był to udane spotkanie. Obrończyni ACF Fiorentina miała udział przy straconym golu. Najpierw nie była w stanie dogonić uciekającej jej Ewy Pajor (defensorka sprawiała wrażenie mocno ociężałej), a później tak niefortunnie wybiła piłkę po strzale Natalii Padilli-Bidas, że kopnęła ją… prosto do siatki. Trafienie nie zostało uznane za samobójcze, bo futbolówka i tak zmierzała w światło bramki. Marina Georgieva rozgrywała tego wieczora trzeci mecz z Polską w eliminacjach Euro 2025, poprzednie dwa kończyła w roli zwyciężczyni. W całych kwalifikacjach (wliczając baraże) Austriaczka wystąpiła we wszystkich spotkaniach od 1. do ostatniej minuty. Zagrała także w rewanżowym starciu z Polkami w Wiedniu.
W Austrii musimy być jeszcze bardziej skoncentrowane, kolektywne. Dziewczyny dziś ciężko pracowały, cierpiały na boisku i dlatego zeszły z boiska szczęśliwe. We wtorek walczymy o marzenia. To spotkanie będzie jeszcze trudniejsze. Austriaczki też chcą, jak my, jechać na Euro. Tam będzie kolejna bitwa.
Ewa zawsze wie kiedy i jak mi podać, bo wie że staram się zawsze biec za jej akcją. Dobrze, że mi podała, a nie sama strzeliła (śmiech). Jestem pół-Hiszpanką, stąd moje pozytywne nastawienie na boisku i zawsze pozytywna energia. To była jak dotychczas moja najważniejsza bramka w karierze, ale mam nadzieję, że w następnym meczu będzie jeszcze ważniejsza.
Miesiąc temu mówiłam, że następny pojedynek z Austriaczkami będzie zupełnie inaczej wyglądał z naszej strony. Dorosłyśmy piłkarsko i teraz rywalkom nie będzie z nami łatwo. Robimy jeden krok w stronę mistrzostw Europy, ale trzeba postawić kolejny. Teraz jest chwila radości i koncentracja na wtorku.