Kazimierz Górski – 100. rocznica urodzin – CYTATKazimierz Górski – 100. rocznica urodzin – CYTAT
KronikiMałe słabości wielkiego trenera
Małe słabości wielkiego trenera
Autor: Rafał Byrski
Data dodania: 25.02.2024
FOT. PAPFOT. PAP

O Kazimierzu Górskim i sukcesach jego „Orłów” napisano kilkadziesiąt książek, a piętnaście szkół nosi jego imię. Są też pomniki, ulice, skwery, stadiony czy Szkoła Trenerów PZPN. Sukcesy, które odnosił z reprezentacją Polski, są powszechnie znane, przynajmniej starszemu pokoleniu kibiców. Ale jaki był prywatnie Trener Tysiąclecia? Postanowiliśmy przyjrzeć się jego… słabościom. 

Do kogo podchodził z rezerwą, a kogo cenił? W jakim mieście czuł się najlepiej? Jaki był jego ulubiony przedmiot w domu? Jakiemu daniu nie mógł się oprzeć? Czy miał słabość do używek? Jaki typ kobiet najbardziej mu się podobał? Tych „małych słabości wielkiego trenera” wybraliśmy jedenaście. Dlaczego tyle? Bo jedenastka to przecież najbardziej „piłkarska” z liczb. Naszym przewodnikiem po prywatnym życiu pana Kazimierza była osoba najbardziej kompetentna, czyli jego syn – Dariusz.      

AUTOBUS 

Można o nim z całą pewnością powiedzieć „fan publicznych środków transportu”. Pan Kazimierz był wprawdzie szczęśliwym posiadaczem prawa jazdy, ale jego ulubionym pojazdem mechanicznym pozostał autobus. Całe życie jeździł nim do pracy lub na spotkania z kolegami. Znakomity trener był przecież koneserem dobrych trunków (z reguły niegazowanych), a posiadanie samochodu mocno ograniczało możliwość ich degustacji.

Mało kto wie, że po mundialu 1974 Polski Związek Piłki Nożnej chciał podarować Górskiemu samochód osobowy, ale trener odmówił. Co ciekawe, nie tylko nie chciał przyjąć tego auta, ale także nie otrzymał w zamian żadnej gratyfikacji finansowej. Taki już był. W życiu liczyły się dla niego inne wartości, niż pieniądze.

prawo jazdy Kazimierza Górskiegoprawo jazdy Kazimierza Górskiego
źródło: pl.m.wikipedia.org

Prawo jazdy Kazimierza Górskiego, z którego słynny trener praktycznie nie korzystał. Jego ulubionym środkiem transportu był bowiem autobus. 

FOTEL

Jest takie angielskie powiedzenie: „My home is my castle” (mój dom jest moją twierdzą). Dla słynnego trenera również. Pobyt w domu był dla niego najlepszym relaksem, odpoczynkiem i wytchnieniem, ale nie ma co się dziwić. W czasach, gdy prowadził reprezentację, w domu był tylko „przejazdem”.  Gdy już udało mu się wygospodarować kilka wolnych dni, to wtedy siadał na swoim ulubionym fotelu i robił „prasówkę”. Co czytał? „Koszula najbliższa ciału” – czyli „Przegląd Sportowy”, ale interesowały go także inne dziedziny życia, o których najciekawiej pisały wówczas opiniotwórcze tygodniki: „Polityka” i „Kultura”, które zresztą również dużo pisały o sporcie. W tym oczywiście o „Orłach Górskiego”.

GRECJA

W 1976 roku, po rozstaniu z reprezentacją, wyjechał do Hellady. I w tym kraju, i jego stolicy, zakochał się niemal od pierwszego wejrzenia. Gorący klimat i serdeczni ludzie: przyjacielscy, otwarci, szczerzy. To wszystko przełożyło się na więzy rodzinne. W Grecji jego córka wyszła za mąż, w tym kraju mieszkały również jego wnuki. A życie prywatne idealnie mu się zgrało z sukcesami sportowymi. Największe odniósł z Panathinaikosem Ateny i Olympiakosem Pireus. Do dziś w Grecji jest wspominany, pamiętany i darzony sympatią i szacunkiem. Nie tylko ze względu na wyniki, ale również za to (a może przede wszystkim za to), jakim był człowiekiem. 

Kazimierz Górski – 100. rocznica urodzinKazimierz Górski – 100. rocznica urodzin
FOT. ARCHIWUM GÓRSKICH/FOTONOVA

Grecja to druga ojczyzna Kazimierza Górskiego. Największe sukcesy odniósł z najsłynniejszymi klubami z kraju Hellady: Panathinaikosem Ateny i Olympiakosem Pireus. 

INDIANIE

Pan Kazimierz był miłośnikiem westernów. Może ta fascynacją wzięła się jeszcze z przedwojennych lwowskich czasów, gdy regularnie chodził do kina?  A westerny to wyraziste postacie i twarde charaktery. Najbardziej w tego typu rolach lubił oglądać Gregory’ego Pecka i Gary’ego Coopera. Co ciekawe, na liście jego ulubionych „kowbojów kina” nie ma jednej z największych „ikon”, czyli Johna Wayne’a. A to przecież aktor, który występował tylko w takich filmach. Górski opowiadał, że najbardziej w westernach kibicuje… Indianom, którzy rzadko byli jednak przedstawiani w nich w korzystnym świetle. 

PIEROGI 

Przez żołądek do serca. Maria i Kazimierz Górscy byli małżeństwem przez 57 lat. Pani Maria znakomicie gotowała. Jej popisowym daniem były pierogi, a pan Kazimierz najbardziej lubił ruskie. 

PRZEKLEŃSTWA 

W domu nie przeklinał. Może czasami wymsknęło mu się „cholera jasna”, albo „do dupy”, ale to sporadyczne przypadki. Rzadkość nad rzadkościami. Kazimierz Górski należał do pokolenia, które nie używało słów uważanych powszechnie za wulgarne. To był właśnie ten „lwowski sznyt”. 

Za to w szatni czasami świadomie używał mocnych słów. Nawet wtedy, gdy był już na zasłużonej emeryturze i jeździł po Polsce z „Orłami Górskiego” na spotkania pokazowe. – Mimo upływu lat, Kaziu wciąż był radosny i wesoły. Pamiętam, jak przed jednym z meczów powiedział: „Panowie, zabawa zabawą, ale musimy im wpi…ć”. – wspominał Lesław Ćmikiewicz w książce „50 lat chwały. Bohaterowie mundialu 1974.”

kazimierz górski na treningu kadrykazimierz górski na treningu kadry
FOT. EAST NEWS

Trener Tysiąclecia ze swoimi podopiecznymi z drużyny narodowej. Tylko w szatni Panu Kazimierzowi zdarzało się używać tzw. „mocnych słów”.  

PSYCHOLOGIA  

W latach 70-tych o psychologii w sporcie nikt jeszcze nie myślał. Trenerzy sami musieli być takimi „lekarzami od duszy”. I pan Kazimierz zdobywał wiedzę, która była mu pomocna w pracy.  Dariusz Górski widział na przykład, że jego tata chętnie czytał książki o stresie, ale nie gardził także woluminami historycznymi, np. o starożytnej Grecji. Nie wiadomo, czy już wtedy wiedział, że piłkarski los rzuci go do tego kraju, który stanie się jego drugą ojczyzną.   

UŻYWKI 

Wielokrotnie powtarzał, że „wszystko jest dla ludzi, trzeba wiedzieć tylko gdzie, kiedy i ile”. Zdawał sobie sprawę, że piłkarze nie są zakonnikami, wymagał tylko umiaru. Nie był przeciwnikiem zabawy, co więcej – sam nie był abstynentem. Lubił zapalić dobre cygaro, nie pogardzał również mocniejszymi trunkami. I znowu oddajmy głos Lesławowi Ćmikiewiczowi: – Podczas wizyty w Łowiczu pewien gospodarz zaprosił drużynę do siebie na godzinę przed oficjalnym bankietem. Otworzył bar, poczęstował piwem i kiełbasą. Kazimierz Górski wziął szklankę do ręki i powiedział: „Panowie, wzniósłbym toast, ale nie mam czym”. Gospodarz po chwili przyniósł dwie szklanki wódki. Śmialiśmy się, że trener tego nie zrobi, ale on wypił całą szklankę. Byłem przekonany, że to go zetnie i będzie problem. Otoczyliśmy go z chłopakami, żeby nikt go nie zaczepiał, aż się otrząśnie. W końcu przyszedł moment, w którym Górski musiał przemówić przed ważnymi osobistościami. Z duszą na ramieniu czekałem, co się wydarzy. Kaziu wstał i powiedział: „Panowie, wzniósłbym toast, tylko nie mam czym”. Wszyscy tylko zrobili wielkie oczy. 

Kazimierz Górski toastKazimierz Górski toast
FOT. EAST NEWS

Wszystko jest dla ludzi. Trzeba tylko wiedzieć kiedy, z kim oraz ile? - taki stosunek do alkoholu miał Kazimierz Górski. W tym wypadku okazja do toastu była wymarzona, bo wiązała się z wręczeniem słynnemu trenerowi Krzyża Komandorskiego Odrodzenia Polski. 

 

 

WŁOSKIE UPODOBANIA 

Z gwiazd ekranu najbardziej podobała mu się włoska „seksboma” Gina Lollobrigida. Aktorka zachwycała nie tylko urodą, ale także talentem. Szczyt jej kariery przypadł na lata 50-te i 60-te, a grała z takimi gwiazdami Hollywood jak: Anthony Quinn, Burt Lancaster, Yul Brynner, czy Tony Curtis. „Boska Gina” zmarła w 2023 roku w wieku 95 lat. Była symbolem włoskiego „dolce vita”, a w wielu plebiscytach wybierano ją najpiękniejszą kobietą świata. Z polskich aktorek Górski cenił Aleksandrę Śląską. To była wielka indywidualność kina i teatru od lat 50-tych, aż do śmierci w 1989 roku. Lubił także Hankę Bielicką, gwiazdę Teatru Syrena i programu radiowego „Podwieczorek przy Mikrofonie”, w którym kilka razy gościł z reprezentacją Polski. 

ZWIERZĘTA

Na pewno nie był członkiem Polskiego Związku Kynologicznego. Do psów pan Kazimierz podchodził zresztą z „pewną dozą nieśmiałości”. Syn podejrzewa, że mogło się to wiązać z jakąś traumą z młodości, albo dzieciństwa. Może ugryzł go jakiś agresywny kundel? Jedno jest pewne, w domu państwa Górskich próżno było wypatrywać czworonogów.   

Mimo tych drobnych słabostek „Kazimierz Górski wielkim trenerem był” i kwita!

Artykuł jest fragmentem książki „50 lat chwały. Bohaterowie mundialu 1974.”

►  ZOBACZ GOLE KADRY KAZIMIERZA GÓRSKIEGO